Jerzy Soiński zaczynał pracę z aparatem w czasach, gdy dokumentowanie rzeczywistości nie było wyłącznie niewinnym hobby. Rejestrowanie życia społecznego mogło być formą deklaracji, a czasem także aktem odwagi. W tym sensie jego twórczość wpisuje się w szeroki nurt fotografii zaangażowanej, w której autor nie odwraca wzroku od tego, co niewygodne, niejednoznaczne czy z pozoru błahe.
Ważnym punktem odniesienia dla jego dorobku pozostaje udział w dokumentalnym projekcie „Huta-Dom-Rodzina” z końca lat siedemdziesiątych. Sama nazwa tego przedsięwzięcia dobrze oddaje obszar zainteresowań twórcy: relacje między pracą, życiem prywatnym i społecznym doświadczeniem codzienności. To fotografia, która nie szuka sensacji, lecz znaczenia ukrytego w zwyczajnym obrazie.
W opowieści o Jerzym Soińskim często przywoływana jest anegdota o zdjęciu przedstawiającym psy przebiegające przez oficjalny pochód pierwszomajowy. Ten pozornie drobny epizod znakomicie odsłania charakter jego pracy. Fotograf potrafił dostrzec moment, w którym starannie wyreżyserowana oficjalność zderza się z niekontrolowaną prawdą życia. Właśnie w takich chwilach rodzi się obraz, który nie tylko dokumentuje, ale też komentuje rzeczywistość.
Napisz komentarz
Komentarze